Aktualności gminy Milicz

28 maja 2017

Dyktando – kategoria open

Na pewno ponadtysiącletnia historia Ziemi Milickiej (ziemi milickiej) przysparza superuczciwym historykom mnóstwo zagwozdek. Szkopuł w tym, że nie wiadomo, które plemię przekształciło milicko-żmigrodzkie rubieże pomiędzy Słowiańszczyzną a ziemią ludów germańskich (,) nierzadko pustoszonych przez hordy barbarzyńców (,) w ekstrakrainę, gdzie można by żyć.

Te na pół żyzne ziemie z niezaprzeczalnie najwolniej płynącą Baryczą oraz wzdłuż i wszerz hiperpodmokłymi terenami sprzyjały nie ludziom, ale ptactwu: żurawiom, piegżom, kszykom, gżegżółkom i innym kukułkom, pustułkom, jerzykom, nie sposób wymienić wszystkie.

Wykorzystali to w średniowieczu sprowadzeni z Zachodu cystersi, a dokładnie Zakon Cystersów pochodzący ze środkowo-wschodniej części francuskiej Burgundii, z terenów równie bagiennych i szczególnie podmokłych jak nasze.

Ci niesamowici rzymskokatoliccy mnisi chodzący na co dzień w śnieżnobiałych habitach i głęboko czarnych szkaplerzach jakby od niechcenia czy znienacka zamienili tę, wydawałoby się, chaotyczną krainę w coś, co stało się ich handlowym bizancjum. Wybudowali hodowlane stawy – (,) Stawy Milickie (stawy milickie). Rynek bowiem żądał wówczas całej rzeszy ryb, a nawet bobrów, takich niby-ryb, bo mających na pół połyskujące łuskowe ogony. Obecnie uznalibyśmy to za ohydztwo czy horrendalną przesadę, ale rządzące ówczesnymi czasy prastare zasady (,) oparte na quasi-nauce (,) żądały czegoś innego.

A dziś? Dziś w żółtoczerwonych barwach wczesnojesiennych grobli, na pół siedząc, na pół leżąc, przyglądamy się temu pięknu z aparatem w ręku i, używając zoomu, staramy się być jak najbliżej efektów tej megasymbiozy człowieka i natury. I marzymy, jak by zrobić dobre zdjęcie, by mieć fotopamiątkę z birdwatchingu.

Aktualności, Oświata